drobiazgi wszelakie vol. 4

Post o Osace wciąż czeka na napisanie, obiecuję, że niedługo to nadrobię! A tymczasem zapraszam do kolejnej odsłony „drobiazgów wszelakich”. Jak zwykle, wrzucam tu miniaturki, które nie bardzo nadają się nigdzie indziej. Zaczynamy 🙂

~~~

Ostatnio z trójką znajomych wybraliśmy się na pizzowy tabehoudai (czyli „jedz ile chcesz”). Prócz klasycznych pizz, past i sałatek do wyboru też były pizze na słodko. O ile pizza bananowo-czekoladowa i „jabłko z cynamonem” nie wzbudziły mojego entuzjazmu z powodu oczywistej zawartości alergenów, o tyle pizza jagodowa kusiła mnie niezmiernie. Mówię jednak do siebie, ostrożnie skarbie, już miałaś dwa ataki alergiczne przez niespodziewaną zawartość mąki migdałowej. Gdy więc podeszliśmy z Jordanem po kolejną dokładkę, zapytałam od niechcenia uwijających się pracowników. Niestety, potwierdzili moje obawy co do nieszczęsnej mąki, podziękowałam zatem smutno, zabrałam swój talerz pełen pizzy i wróciłam do stolika.
Minutę później Jordan również wrócił, mówiąc mi:
– Wiesz, oni się pytali, czy byś może nie chciała dwóch kawałków tej pizzy bez mąki migdałowej.
Zrobiło mi się miło, ale uznałam, ze nieeee, nie będę robić im problemu i w ogóle ojej, przejęli się, teraz mi głupio.
Jemy nasze pizze. Po dziesięciu minutach podchodzi do nas kelnerka z małym talerzykiem.
Tak, zrobili tę pizze dla mnie i jeszcze do stolika przynieśli.
Czyż życie czasem nie zaskakuje swoją serdecznością?

~~~

A zaskakiwanie serdecznością zaczęło się w Kioto. Napisałam już o wielu jej przykładach, ale wielu nawet nie miałam jak wymienić. Przykład: sprzedawca cukierków w Kitano Tenmangu, który do zakupionych przeze mnie cukierków konpeito dosypał miniszufelkę pudrowych serduszek. Policjant, który zagaduje mnie, gdy staram się na mapie zorientować, ile do licha jeszcze trzeba iść do przystanku autobusowego z Nanzenji. Jakiś przypadkowy facet nieokreślonej narodowości, który zagadał mnie po angielsku z perfekcyjnym angielskim, czy przypadkiem nie potrzebuję pomocy, jak pomyliłam przystanki. I inne rzeczy, o których dopiero napiszę.
Myślałam, że taka magia to tylko w Kansai, ale chyba przywiozłam jej cząstkę ze sobą. Tak by przynajmniej wskazywał incydent z pizzą.

~~~

Chwila przerwy na rzecz zdjęć z pokrytej kwitnącymi śliwami góry Tsukuba:


Czytaj dalej

Japonia kwitnie nawet zimą

Po ponad pięciu miesiącach w Japonii stwierdzam, że jak na razie najbardziej zachwyca mnie tutaj…natura. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że architektura jest tutaj brzydka. Jest niesamowita, na swój własny sposób. Chociaż czasami mam ochotę płakać z tęsknoty za naszymi kamienicai…tutaj budynki sa albo z drewna i papieru albo z betonu. A co z odrobiną dobrej starej cegły? Jak na lekarstwo, a jak już się zdarzy, to przypomina twór Disneylandu a nie prawdziwy budynek. Ludzie też są  w większości wspaniali (o tym napisze w jednej z kolejnych notek zresztą). Ale to, co przykuwa moją uwagę najbardziej i sprawia, że od czasu do czasu znów ogarnia mnie to uczucie TAK JESTEM W JAPONII, to jest tutejsza natura. A zwłaszcza fakt, że tutaj nie ma zimy. Przynajmniej nie w Ibaraki. W Tokio też takowej nie zauważyłam. W Wigilię łaziłam po Asakusie w rozpiętej kurtce, ciesząc oczy wiecznie zielonymi roślinami w otoczeniu Senso-ji.

24 grudnia, Asakusa.

Czytaj dalej