Tokio 26/06/2015: is this a real life, is this just fantasy…

Jak opisać specyficzny stosunek Japończyków do europejskiej kultury/popkultury? Po dłuższym namyśle stwierdzam, że…jest on analogiczny do tego, jak w Polsce niektórzy (np. ja, he he) jarają się kulturą japońską. Fascynacja narodowościami odmiennymi od naszej jest najwyraźniej dla ludzkości uniwersalna, a to, co uznamy za kulturę „odmienną” czy „egzotyczną” zależy wyłącznie od tego, gdzie nam wypadło się urodzić. W każdym razie wiele osób w Japonii ma totalnego bzika na punkcie zachodnich rzeczy. Może nie aż tylu, żeby to znać za obowiązującą normę, ale wystarczająco wielu, by było to widoczne. Oraz, by powstały miejsca, w których taki mały geek jak ja może poczuć się, jak w domu. A nawet lepiej.

Dwa dni temu wybrałam się do Tokio, Głównym celem była wystawa „Star Wars Visions”, o której dowiedziałam się od vice-szefa E.L.L. (opłaca się nosić geekowskie koszulki na spotkania). Uznałam jednak, że skoro już i tak się wybieram do tego Tokio, to można zaszaleć i pod pretekstem badań terenowych do magisterki (Alicja w krainie Czarów w kulturze/popkulturze japońskiej) zajrzeć do jednej z Alicjowych restauracji. O istnieniu całej sieci wiedziałam już od jakiegoś czasu i strasznie miałam ochotę zobaczyć chociaż jedną od środka. A że Mateja, moja cudowna koleżanka ze Słowenii, oraz jej znajoma, Neża, akurat miały w Tokio jakieś sprawy do załatwienia, to umówiłyśmy się na łażenie po Tokio razem. Wybór padł na Shibuyę ze wzgledu na wiele sklepów oraz restaurację Alice in Dancing Land (Butou no Kuni no Arisu).

Znalezienie restauracji nam trochę zajęło, wejście bowiem było sprytnie ukryte na tyłach sklepu Berschka, który zdawał się zajmować cały budynek. Tak więc, jeśli ktoś będzie chciał odnaleźć Alice in Dancing Land samodzielnie, pamiętajcie: znajdźcie budynek Berschki, przejdźcie na jego tył, i tam będzie wejście prowadzące na piętro minus jeden.

Już na wejściu dało się odczuć klimat…

…a na dole aż nam opadły szczęki.

Czytaj dalej

Quest: job permission (5/11/2014 i 28/11/2014)

Witajcie wszyscy przyjaciele i znajomi po drugiej stronie ekranu! Chciałabym was uspokoić: to, że się nie odzywałam przez dłuższy czas nie wynika z tego, że coś mi siętało. (Chociaż fakt, w międzyczasie zaliczyłam kurację antybiotykową. Ale o tym następnym razem.) Tak to czasem bywa, że autor ie ma za bardzo kiedy usiąść i sformułować myśli, bo dopada go życie poza twórczością. Nie takie ciekawe, inspirujące do pisania, tylko zwykła codzienna wspinaczka przez meandry codzienności. Nie oznacza to,że ta codzienność jest gorsza, po prostu…absorbuje.

Odłóżmy jednak marne próby usprawiedliwiania się na bok i zajmijmy się czymś ciekawym. Tak się akurat złożyło, że właśnie pomyślnie zakończyłam wyprawę po skarb zwany Permission to Engage in an Activity Other Than That Permitted by the Status of Residence Previously Granted (po polsku „Pozwolenie na anagażowanie się w czynności nieokreślone przez uprzednio zatwierdzony Status Pobytu”. O rany, jaki łamaniec językowy…). Krótko mówiąc, chodzi o pozwolenie na wykonywanie pracy dorywczej, po japońsku arubaito. Droga do uzyskania tego pozwolenia okazała się nadspodziewanie trudna, jak gdyby wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Tym większą satysfakcję sprawiło mi osiągnięce celu i późniejsze świętowanie 🙂

Shinagawa. Pierwsza lokacja w queście 🙂

Czytaj dalej