Tydzień Asiowo-Kamilowy (10-16.02.2015). Część 2 – Tokio

Witajcie wszyscy! Przed wami druga część relacji z bardzo intensywnego zwiedzania okolicy, jakie sobie zrobiliśmy z Kamilem. Zaniosło nas na dwa dni do Tokio, w większości nieznane mi wcześniej rejony. Zarówno dla mnie jak i dla Kamila było to więc ciekawe doświadczenie 😉

4.dzień czyli podróż do Tokyo. Pierwsze co musieliśmy zwiedzić to JPO – Japoński Urząd Patentowy i Narodowe centrum szkoleń własności przemysłowej. Niestety nikt nie mówił po angielsku, więc Asia zadawała pytania po japońsku. Dostałem pare cennych wskazówek (i nie polegających na pokazaniu mi gdzie są drzwi, i wyjaśnieniu jak się przez nie wychodzi i więcej nie wraca).

O. Mój. Boże. NIGDY WIĘCEJ nie pójdę do japońskiej instytucji rządowej, chyba, że to będzie absolutnie konieczne do przetrwania. Zadawanie pytań było koszmarem, na szczęście pan w okienku był dość miły. Bez urazy, Kamil, po prostu to było mega wyczerpujące.

10960186_850332385012901_1525768850125191331_o

dowód, ze tam byliśmy i nie ściemniamy

Po Urzędzie i szybkiej wizycie w siedzibie Komatsu (bez zaprośki niezbyt było wchodzić na dłużej, ale mieli ekspozycje z pokazanymi bezzałogowymi wozidłami do kopalni odkrywkowych) spacer przez Roppongi, gdzie zrobione było sporo zdjęć, mała świątynia, pierwsza wiśnia, przejście obok Pałacu Cesarskiego (remont). potem Katsudon w małej restauracyjce i kierunek na widoki z Tokyo Tower. Pozdrowienia dla pana żywego posągu 😉 Wieczorem spacer po Shinjuku z Kasią B. i noc w Manga Cafe.

Spacery po Roppongi zawsze jakoś dla mnie kończą się odkrywaniem świątyń. Nie wiem, od czego to zależy.

Czytaj dalej

Tydzień Asiowo-Kamilowy (10-16.02.2015). Część 1 – SCIENCE!

Wszytko zaczęło się od luźnej ale szczerej propozycji „no Kamil, wiem, że masz różne problemy, mniej lub bardziej poważne, wpadnij d mnie to się rozerwiesz, pochodzimy po różnych naukowych miejscach, będzie fajnie”.
Początkowa reakcja, to było mniej więcej „hahah, dzięki”, które odebrałam jako standardowe „Tak bardzo bym chciał(a) ale nie mam kasy”.
Trzy dni później jednak dostałam pytanie „ale to było na serio?”. Na co odpowiedzią było lekko poirytowane „TAK”.

I tak oto mój przyjaciel Kamil przyleciał do Japonii.
Sądząc z komentarzy pod zdjęciami na facebooku bardzo mu się podobało.
Za jego zgodą pozwolę sobie zacytować jego relację, dodając własne komentarze i zdjęcia.

Więc jak to było w Japonii.
Z pomysłem wyszła Asia, by ją odwiedzić i spędzić czas zobaczyć barę niesamowitych miejsc.
Więc jadłem wyłącznie japońskie kulinaria (melonpan, onigiri, standardowo sushii, katsudon, ramen, ciasteczka fasolą i kultową wołowine na patyku), uczyłem sie kultury i etykiety, bez większych wpadek i zwiedzaliśmy ciekaaw miejsca.

No tak, tylko jak kupowaliśmy onigiri na stacji pociagu, to Kamil skołowany wszechobecnym japońskim o cenę zapytał iście polskim „ILEE?”. Ale w sumie się nie dziwię, człowiek jeszcze dobę temu był w Polsce a teraz wszyscy do niego chińskimi znaczkami mówią 😉 nie muszę chyba dodawać, że non stop udzielałam usług tłumaczeniowych.

1 dzień był dniem oprowadzania po samym kampusie Tsukuby.
A Tsukuba to wyzwanie rowerowe, autobusów jest mało, nie wszędzie wjedziesz samochodem, więc rower i nogi twymi najlepszymi przyjaciółmi.

A ja się dowiedziałam, gdzie na niebie jest Syriusz i Jowisz

Szczęśliwa Asia pokazuje, ze w Japonii można kupić ogórki Krakusa. Żubrówkę i spirytus zresztą też.

Czytaj dalej