Sierpniowa pocztówka: wiejska strona Tsukuby

Tak jakoś wyszło, że przez te wszystkie fajne rzeczy, które ostatnio opisywałam na blogu, prawie zupełnie nie mam kasy.
Bankructwo studenckie. Po raz pierwszy w moim życiu. Ciekawie.
A raczej właśnie nie „ciekawie”, tylko okropnie nudno. Ostatni miesiąc w Japonii, a przez dwa tygodnie nie mogę prawie nic zrobić, no…
Ale przyznaję: moja wina. Trzeba było lepiej pilnować wydatków.

A poza tym nawet spłukana studentka wcale nie musi się nudzić.

Ot, wystarczy na przykład pójść na spacer.

Spacerowanie jest lepsze od jeżdżenia na rowerze, bo pozwala dojrzeć więcej szczegółów. I można się spokojnie zatrzymać, żeby porobić zdjęcia.

To jeszcze jest teren uniwerku. Z polem kukurydzy. Mamy pole kukurydzy na uniwerku 😀

Ah te świątynie shinto. Zawsze się znajdzie jakąś, prędzej czy później. Człowiek przestaje nawet zwracać uwagę.

Czytaj dalej

drobiazgi wszelakie, vol. 5

Hej wszystkim! Jak wam mija czerwiec? U mnie teoretycznie trwa pora deszczowa, ale szczerze mówiąc jakoś przez ostatnie półtora tygodnia nie widać jej specjalnie. Staram się uczyć, chociaż zajęcia klubowe bardzo skutecznie mi w tym przeszkadzają… Cóż, bywają też i gorsze dni, związane m.in. z faktem, że już niedługo trzeba wracać. ;_;

W każdym razie chciałabym dziś wznowić mój cykl drobiazgów. Będzie sporo zdjęć, trochę fajnych rzeczy i trochę rzeczy obrzydliwych. Przygotujcie się.

~~~~

Zacznijmy od rzeczy obrzydliwych. Oto, co można czasem w Tsukubie znaleźć na balkonie…

Tak, to jest wąż.

Na miejscu Timy chyba bym zwariowała ze strachu.

~~~~

Z innych ciekawych stworzeń mamy ćmy, których niczym się nie da powstrzymać od wlatywania do domu, oraz karaluchy, które przylazły od sąsiadki i zaatakowały mi pokój. Skąd wiem, że przylazły od niej? Cóż…wyszłam raz na balkon wieczorem. O-hy-da. Pożyczyłam sprej-zabójcę od Sanny i od tej pory drzwi balkonowe są terenem zakazanym dla tych małych potworków. Ale nie bardzo chcę go używać w pokoju. Jakieś pomysły na domowe pułapki? Nie wiem, czy są w pokoju czy nie ale…strzeżonego coś tam strzeże.

~~~~

Zmieniając temat na nieco przyjemniejszy: zdjęcia z Festiwalu Irysów w pobliskiej miejscowości Moriya. Uprzedzam, zdjęć jest dużo.

Czytaj dalej

a taka tam majowa pocztówka

Zbieram się do napisania dość długiej notki o tym, co mnie ostatnio angażuje, jara i nie daje myśleć o niczym innym… Ale jak to zwykle bywa, w tego typu momentach trochę brakuje słów i nie starcza spójności myśli. Pomyślałam więc, że w międzyczasie podzielę się z wami czymś ładnym. Zwłaszcza, że za oknem władzę nad światem przejął deszcz, pokłosie pierwszego tajfunu w tym roku, który dziś rąbnął w Okinawę.

A ja zapomniałam przestawić rower pod dach…mam nadzieję, że przetrwa.

Oto zdjęcia, jakie zrobiłam w czasie Golden Week w naszym malutkim, uniwersyteckim Ogrodzie Botanicznym, gdzie spędziłam całkiem miłe chwile w dość zaskakującym towarzystwie. 🙂 Oceniając po tymże ogrodzie, irysy i azalie zdają się być typowym elementem majowego krajobrazu w Japonii… faktem jest, że irysy są tradycyjnie uznawane za kwiat majowy. Są między innymi tradycyjną dekoracją na Dzień Dziecka, który w Japonii przypada 5 maja. Tutaj ciekawostka: przed II wojną światową było to święto chłopców. Dziewczynki natomiast miały swoje Hina Matsuri 3 marca…które zresztą przetrwało do dzisiaj. Nie jestem pewna na 100% ale mam wrażenie, że usunięto Święto Chłopców, gdyż było ono mocno powiązane z samurajskimi wartościami i estetyką, a to po II wojnie światowej mogło być interpretowane niekorzystnie).

Trochę mi było smutno, ze nigdzie nie pojechałam na Golden Week, czułam się przez to nieco „poza nawiasem”. Ale chyba wyszło mi to na dobre, mogę sobie pozwolić na trochę finansowego luzu. W przeciwieństwie do niektórych, którzy pojechali na długi weekend, a potem im został jeden man (ok 310 zł) na trzy tygodnie. A i tak udało mi się spędzić ten czas całkiem przyjemnie i leniwie.

Mimo wszystko jednak cieszę się, że znowu są zajęcia. Nawet jeśli nie chce mi się do nich przygotowywać, bo…rzecz, która mnie jara. O której napisze następnym razem.

Czytaj dalej

zaległa notka turystyczna: Ushiku Daibutsu (31/03/2015)

Oj nie mam ostatnio głowy do pisania, przyznaję się szczerze…
Co prawda mam wrażenie, że powtarzam to przy prawie każdej notce.
Nie zrozumcie mnie źle. Lubię pisać. Lubię swojego bloga.
Po prostu ostatnio nie ogarniam. Za dużo się dzieje.
W Tsukubie zawsze się dla mnie dużo dzieje. Wiele osób mówi, że im się tutaj nudzi, że w Tsukubie nic nie ma i w ogóle beznadzieja i dno.
Chyba mieszkam w rzeczywistości alternatywnej.

Teraz jednak nadszedł czas tutejszej majówki, czyli tak zwany Golden Week:

  • 29 kwietnia: Showa no hi, czyli urodziny poprzedniego cesarza.
  • 3 maja: Dzień Konstytucji (tak, wypada w ten sam dzień, co w Polsce)
  • 4 maja: Dzień Zieleni
  • 5 maja: Dzień Dziecka

A ponieważ 3 maja wypadł w niedzielę, do w ramach rekompensaty dochodzi nam:

  • 6 maja: Dzień Rekompensaty

W związku z tym, że fundacja przyznająca mi stypendium (JASSO) i uniwersytet zrobili nas w…konia (doceńcie proszę fakt autocenzury) i postanowili opóźnić kwietniowe stypendium o miesiąc, żadnych planów na spędzenie tej majówki nie mam. Omeg więc poświęcić czas na pisanie zaległych notek. Zawsze jakiś pozytyw. ^_^

Dzisiaj chciałabym pokazać wam bardzo niedocenianą atrakcję turystyczną w Japonii, jaką jest Budda z Ushiku.

Czytaj dalej

Botanika stosowana

Dzisiaj będzie krótko i z dużą ilością zdjęć. Chciałabym wam pokazać konkurencję dla opisanych w poprzednim poście kwitnących wiśni. Co prawda w Japonii pozycja jedynej i niepowtarzalnej Cesarzowej Sakury raczej nie zostanie przez to zachwiana. Nie znaczy to jednak, że nie ma tutaj innych pięknych kwiatów. Kto wie, czy nawet nie piękniejszych…

Teraz nie będę spać całą noc, ze strachu przez asasynami nasłanymi na mnie za to bluźnierstwo. 😉

Co w takim razie w Japonii jest pięknego oprócz słynnych na cały świat sakur?

Mamy na przykład śliwy. Trochę zdjęć śliw wrzucałam już wcześniej, ale nawet teraz niektóre drzewa tego gatunku dopiero zaczynają kwitnąć.

To jest śliwa, którą wypatrzyłyśmy z Sanną wracając z hanami drugiego kwietnia. Znajomy z biologii, na którego wpadłyśmy przypadkiem, potwierdził, ze to jest śliwa. Chociaż, jak sam przyznał, nie jest pewien na 100%, gdyż „śliwy i wiśnie są z tej samej rodziny” i są dość podobne. A gatunków śliw tez tutaj jest co niemiara.

Czytaj dalej

Japonia kwitnie nawet zimą

Po ponad pięciu miesiącach w Japonii stwierdzam, że jak na razie najbardziej zachwyca mnie tutaj…natura. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że architektura jest tutaj brzydka. Jest niesamowita, na swój własny sposób. Chociaż czasami mam ochotę płakać z tęsknoty za naszymi kamienicai…tutaj budynki sa albo z drewna i papieru albo z betonu. A co z odrobiną dobrej starej cegły? Jak na lekarstwo, a jak już się zdarzy, to przypomina twór Disneylandu a nie prawdziwy budynek. Ludzie też są  w większości wspaniali (o tym napisze w jednej z kolejnych notek zresztą). Ale to, co przykuwa moją uwagę najbardziej i sprawia, że od czasu do czasu znów ogarnia mnie to uczucie TAK JESTEM W JAPONII, to jest tutejsza natura. A zwłaszcza fakt, że tutaj nie ma zimy. Przynajmniej nie w Ibaraki. W Tokio też takowej nie zauważyłam. W Wigilię łaziłam po Asakusie w rozpiętej kurtce, ciesząc oczy wiecznie zielonymi roślinami w otoczeniu Senso-ji.

24 grudnia, Asakusa.

Czytaj dalej

jesień w Ibaraki

To najpiękniejsza pora roku, jaką do tej pory widziałam.

Żałuję, że tak często musiałam koło niej przejeżdżać na rowerze, podążając na zajęcia czy też chcąc się z kimś spotkać.

Tutaj nadal kwitną drzewa, mimo że już nastał grudzień.

Tu wszystkie kolory wydają się żywsze. Żółć, pomarańcz, czerwień…nie pamiętam, kied ostatni raz w Warszawie widziałam czerwone liście. Chyba w dzieciństwie, w Parku Łazienkowskim. Bo na warszawskich ulicach panuje brąz i żółć.
Ale nie tutaj. Tutaj obecne są wszystkie kolory jesieni. Czasem aż zbyt jaskrawe w pełnym słońcu. Czasem skryte za mgłą. Czasem rozbłyskujące nagle w środku nocy dzięki ulicznym latarniom.

Wejść między drzewa i tańczyć z opadającymi liśćmi.

Czytaj dalej

Eksploracja terenow podmiejskich – rowerem po okolicy (17/10/2014)

Nie nadążam z prowadzeniem bloga, po prostu nie nadążam. Na zmianę to przeżywam różne (przynajmniej dla mnie) ciekawe rzeczy, albo po prostu odsypiam/nadrabiam zaległości w nauce. Tak jakby istniały tutaj tylko dwa tryby czasu: super intetesujący czas i super nudny czas. Nie ma nic pośrodku i przez to ciężko jest mi znaleźć chwilę, w której mogłabym naprawdę zastanowić się nad tym, co chcę napisać. Mimo to jednak staram się, jak mogę. Dzisiaj chciałabym przedstawić bardzo mocno spóźnioną relację z weekendowego zwiedzania okolic podmiejskich. Wyjątkowo chyba będzie dużo więcej zdjęć niż tekstu: myślę, że one właśnie oddają najwięcej. Jak powszechnie wiadomo, weekend zaczyna się, gdy tylko skończą się piątkowe obowiązki. A że wskutek odrabiania zajęć zeszły piątek nagle stał się dla mnie piątkiem wolnym, postanowiłyśmy z Beatą i Madzią wyjechać za miasto i powłóczyć się trochę po okolicy.

Gora Tsukuba dumnie sie prezentuje w tle.

Czytaj dalej

#OstatnieChwileWPolsce

Zdjęcie w środku zrobiła Morcian (ta po prawej).
Reszta pochodzi z mojego Instagrama.
Takie ostatnie chwile się nie powtórzą, trzeba je upamiętniać ^_^

Ale mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele pięknych chwil. Już za oceanem.