Sierpniowa pocztówka: wiejska strona Tsukuby

Tak jakoś wyszło, że przez te wszystkie fajne rzeczy, które ostatnio opisywałam na blogu, prawie zupełnie nie mam kasy.
Bankructwo studenckie. Po raz pierwszy w moim życiu. Ciekawie.
A raczej właśnie nie „ciekawie”, tylko okropnie nudno. Ostatni miesiąc w Japonii, a przez dwa tygodnie nie mogę prawie nic zrobić, no…
Ale przyznaję: moja wina. Trzeba było lepiej pilnować wydatków.

A poza tym nawet spłukana studentka wcale nie musi się nudzić.

Ot, wystarczy na przykład pójść na spacer.

Spacerowanie jest lepsze od jeżdżenia na rowerze, bo pozwala dojrzeć więcej szczegółów. I można się spokojnie zatrzymać, żeby porobić zdjęcia.

To jeszcze jest teren uniwerku. Z polem kukurydzy. Mamy pole kukurydzy na uniwerku 😀

Ah te świątynie shinto. Zawsze się znajdzie jakąś, prędzej czy później. Człowiek przestaje nawet zwracać uwagę.

Czytaj dalej

Botanika stosowana

Dzisiaj będzie krótko i z dużą ilością zdjęć. Chciałabym wam pokazać konkurencję dla opisanych w poprzednim poście kwitnących wiśni. Co prawda w Japonii pozycja jedynej i niepowtarzalnej Cesarzowej Sakury raczej nie zostanie przez to zachwiana. Nie znaczy to jednak, że nie ma tutaj innych pięknych kwiatów. Kto wie, czy nawet nie piękniejszych…

Teraz nie będę spać całą noc, ze strachu przez asasynami nasłanymi na mnie za to bluźnierstwo. 😉

Co w takim razie w Japonii jest pięknego oprócz słynnych na cały świat sakur?

Mamy na przykład śliwy. Trochę zdjęć śliw wrzucałam już wcześniej, ale nawet teraz niektóre drzewa tego gatunku dopiero zaczynają kwitnąć.

To jest śliwa, którą wypatrzyłyśmy z Sanną wracając z hanami drugiego kwietnia. Znajomy z biologii, na którego wpadłyśmy przypadkiem, potwierdził, ze to jest śliwa. Chociaż, jak sam przyznał, nie jest pewien na 100%, gdyż „śliwy i wiśnie są z tej samej rodziny” i są dość podobne. A gatunków śliw tez tutaj jest co niemiara.

Czytaj dalej

Japonia kwitnie nawet zimą

Po ponad pięciu miesiącach w Japonii stwierdzam, że jak na razie najbardziej zachwyca mnie tutaj…natura. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że architektura jest tutaj brzydka. Jest niesamowita, na swój własny sposób. Chociaż czasami mam ochotę płakać z tęsknoty za naszymi kamienicai…tutaj budynki sa albo z drewna i papieru albo z betonu. A co z odrobiną dobrej starej cegły? Jak na lekarstwo, a jak już się zdarzy, to przypomina twór Disneylandu a nie prawdziwy budynek. Ludzie też są  w większości wspaniali (o tym napisze w jednej z kolejnych notek zresztą). Ale to, co przykuwa moją uwagę najbardziej i sprawia, że od czasu do czasu znów ogarnia mnie to uczucie TAK JESTEM W JAPONII, to jest tutejsza natura. A zwłaszcza fakt, że tutaj nie ma zimy. Przynajmniej nie w Ibaraki. W Tokio też takowej nie zauważyłam. W Wigilię łaziłam po Asakusie w rozpiętej kurtce, ciesząc oczy wiecznie zielonymi roślinami w otoczeniu Senso-ji.

24 grudnia, Asakusa.

Czytaj dalej