Kioto: zdjęcia

Czołem wszyscy podróżnicy Internetu, którzy zdecydowali się zawitać na moją mała blogową wysepkę!
W tej notce chciałabym wam przedstawić swoją galerię zdjęć z Kioto.
Zrobiłam ich sporo. Jakoś niecałe 600.
Z czego mniej niż połowa została wybrana do publikacji. Jednak ponieważ WordPress nie zniósłby chyba takiego obciążenia (a też nie każdy musi chcieć oglądać wszystkie zdjęcia), postanowiłam to zrobić w sposób następujący: każde zdjęcie reprezentuje jakiś większy zestaw. Po kliknięciu na nie pokaże się strona z dużą wersją zdjęcia, informacją o tym, co na zdjęciu jest i odnośnikiem do większej ilości fotografii z danego miejsca.
Mam nadzieję, że taka forma prezentacji przypadnie wam do gustu. Myślałam nad nią bardzo ciężko.


Pozdrawiam serdecznie! Już niedługo post o Osace. A także wszelkie inne nowe posty o tym, co mi się ciekawego przytrafi. Mam nadzieję, że jeszcze was nie zanudzam 😉

Kiotyjskie opowieści (25.02-1.03.2015)

Po kliknięciu na niektóre zdjęcia czeka niespodzianka, klikajcie proszę 😉

Niedawno wróciłam z tygodniowych wakacji, jakie zrobiłam sobie w rejonie Kansai. Przez pięć dni siedziałam u mojej senpai, Doroty, w Kioto Potem z Julią, koleżanką w roku odwiedziłyśmy gorące źródła w Arimie i Osakę.

Ale o tym wie chyba każdy, kto ma mnie w znajomych na facebooku. Albo w innych miejscach Internetu, w których mam zwyczaj bywać.

Elegancki cytat przesłany mi przez znajomego na określenie mojego stanu: „Nakurwiam szczęściem”. Bardzo adekwatny.

Ale jak tu nie kochać Kioto, które jest chyba najpiękniejszym miastem na świecie?
Które jest otoczone górami, a równocześnie nie wydaje się nimi przytłoczone?
Które jest pełne świątyń, parków przyświątynnych i po prostu parków?
Które jest ciche i spokojne, ale równocześnie jest miastem i ma wszystko co miasto potrzebuje, a czego czasem mi bardzo brak w Tsukubie: kwiaciarnie, apteki, kawiarnie?
Oh kiotyjskie kawiarnie… Ile dobrego można by o nich opowiedzieć.

Pozwólcie, że póki co przytoczę tylko kilka opowieści, które zebrałam w ciągu tych pięciu dni. Niby tak krótko tam byłam, a wydarzeń i anegdot zebrałam…na długo. I oczywiście, wciąż mi mało. Czytaj dalej