Pierwszy dzień w Japonii, czyli pech, panika, papierologia, przygody

Chciałam mieć ciekawe życie w Japonii, żeby mieć o czym pisać na blogu. Cóż…pierwsze cztery dni były na pewno ciekawe. Bardzo, ale to bardzo ciekawe. Tylko, że chyba oddałabym je za cztery dni spokoju.

Lot przebiegł pomyślnie. Półtorej godziny do Kopenhagi. Potem 4 godziny kręcenia się po lotnisku. Najwięcej czasu spędziłam w sklepie z zabawkami bawiąc się mieczem świetlnym przy dopingu sympatycznego sprzedawcy. Poza tym trzeba było uzupełnić siły więc kupiłam całkiem sporo jedzenia zgodnie z zasadą zaczerpniętą z konwentów fantastycznych: „nigdy nie wiesz, kiedy będzie następny posiłek”. Czyżby przebłysk niedalekiej przyszłości?

20140923_133149

Lotnisko w Kopenhadze.

Czytaj dalej