Game Bar A-Button i rzut oka na japońskich geeków (5.09.2015)

Jadąc do Japonii nie planowałam eksplorować „mangowej” strony tego kraju. Wiadomo, fajnie się pokręcić po Akihabarze czy pojechać na Comiket (nie pojechałam — nie było mnie stać na dojazd), ale bez przesady. Skrajnym otaku przecież nie jestem. Na ironię wiec zakrawa to, w jaki sposób spędziłam jeden z ostatnich wieczorów w Tokio.

Tenten-chan i Ori poznałam na Steam Gardenie, stałyśmy w tej samej kolejce do wejścia. Dzięki tej przypadkowej znajomości impreza nabrała dodatkowych kolorów, do tego stopnia, że zdecydowałyśmy się spotkać jeszcze raz przed wyjazdem. Akurat tak się złożyło, że Tenten jedzie do Niemiec dzień po mnie, wiec to była ostatnia okazja do spotkania w trójkę.

I tak oto trafiłam ciemnymi, bocznymi uliczkami Akihabary do Game Bar A-Button.

20150905_231218

Jak można się domyślić, jest to bar głównie dla fanów gier, przede wszystkich tych retro. W wąskim i długim pomieszczeniu króluje bar obwieszony padami do chyba wszystkich rodzajów konsol na ziemi. Na ścianach pudelka z tymi konsolami i plakaty z anime. Figurki wszelakie walają się wszędzie. Dosłownie walają — jest ich tyle, ze nawet nie są specjalnie eksponowane. A na wielkim ekranie w tle nieustanne streamy — transmisje z gier online w czasie rzeczywistym.

Źródło: klik!

Czytaj dalej

Nudny weekend w Tsukubie: impreza, Tokio, ramen i tajfun

Wtorek, 14 października, pierwsza w nocy. Za oknem szaleje tajfun. To już drugi w czasie mojego pobytu tutaj, ale pierwszy całkowicie przespałam. Ten obecny zdaje się dopiero nabierać mocy. Wiatr wydaje złowieszcze odgłosy, a ja właśnie skończyłam pracę domową na jutrzejsze zajęcia i zastanawiam się, czy przypadkiem w Japonii nie uzależniłam się od adrenaliny, skoro miniony weekend wydaje mi się dość…spokojny.

Nie wiem co to za drzewko, ale ładnie kwitło przed budynkiem, gdzie była orientacja.

Nie wiem co to za drzewko, ale ładnie kwitło przed budynkiem, gdzie była orientacja.

Jak powszechnie wiadomo, każdy porządny weekend zaczyna się w piątek po skończeniu pracy/szkoły. W moim przypadku normalnie oznaczałoby to już godzinę 10, mam bowiem tylko jedne zajęcia z pisania o ósmej czterdzieści. Ale ten piątek nie był zwyczajnym piątkiem. Oprócz zajęć mieliśmy też zaległe spotkanie orientacyjne dla programu stypendialnego JASSO AJSP (Advanced Japanese Studies Program), do którego akurat przynależę. Spotkanie to miało odbyć się w poniedziałek, ale z powodu tajfunu zostało oczywiście odwołane. Tym razem jednak nic nie stanęło na przeszkodzie. Może z jednym małym wyjątkiem: trzeba było znaleźć salę, gdzie się ono odbywa. A to wcale nie było proste. Uniwersytet ma dość skomplikowaną topografię, która wymaga poruszania się zarówno w poziomie jak i w pionie, pomiędzy wysokością „parteru” i „piętra”. Żeby trafić do budynku studiów kulturowych, trzeba zejść na „parter”, skręcić w prawo i znaleźć dobre wejście. Nie wszystkim ta sztuka się udała: Dawid się spóźnił a jedna Niemka, Nadine, w ogóle nie dała rady.

Czytaj dalej