post Wonderland

Tydzień temu wróciłam do domu.

Cóż. Słowo „wróciłam” nie pasuje, „dom” też nie jest do końca dobrym sformułowaniem, ale niech będzie.

tumblr_npwankVkuT1tzbfwwo1_500

Obrazek stąd: klik!

Życie w Tsukubie toczyło się do samego końca. Spotkania, plany (w większości niespełnione), uśmiechy. Pożegnań było mało. Nie wydawały się potrzebne.

A potem osiemnaście godzin podróży i znajduję się w rzeczywistości, w której jeszcze rok temu czułam się jak ryba w wodzie. I czuję się, jakby ta przysłowiowa ryba utraciła swoje skrzela.

Przecież wróciłam do rodziny i do moich prze-zajebistych przyjaciół. Tych samych przyjaciół, których listy tak bardzo mnie cieszyły przez cały rok w Japonii. Mam Twittera, Facebooka i wszystko, co potrzeba do utrzymywania kontaktu z ludźmi za granicą.

A mimo to smutek szarpie.

Mówią, ze to norma po tego typu wyjazdach stypendialnych. Mówią, że wystarczy się czymś zająć a melancholia minie. Podobno smutek przechodzi z czasem.

Prawdopodobnie będzie lepiej. Ale teraz boli.

To jednak nie znaczy, że porzucę blogowanie. Po pierwsze, lubię pisać. Myślę, że będę kontynuować spisywanie myśli, jeśli nie pod tym konkretnym adresem (ten konkretny blog dobrze się sprawdza jako „Kroniki japońskie” i nie wiem, czy jest sens zaburzać go innymi rzeczami), to w jakimś innym miejscu w Sieci.
Po drugie, wciąż jeszcze zostało kilka historii do opowiedzenia.
Pisanie, to utrwalanie wspomnień. A ostatnie, czego chcę, to zapomnieć o tym roku.

Skoro teraz aż tak boli, to chyba warto pamiętać, dlaczego. 😉

Reklamy

3 myśli w temacie “post Wonderland

  1. ktokolwiek pisze:

    Zostawianie czegoś za sobą zawsze jest przykre i bolesne. :c Czas zweryfikuje, czy to faktycznie chwilowe, czy też wpadłaś po uszy i będziesz musiała wracać do Japonii. 😀

    Polubienie

  2. Joanna 'Koiori' Sobczyk pisze:

    Chciałabym Ci napisać coś pozytywnego, ale niestety nie potrafię, choć faktycznie uważam, że najlepsze w tym wypadku to próbować się czymś zająć. … Sęk jednak w tym, że ja, co prawda ze stypendialnego wyjazdu nie wróciłam, ale ponad rok temu podjęłam decyzję o przeniesieniu się z powrotem do rodzinnego Rzeszowa po 5 latach studiów w Krakowie. Zabrzmi to beznadziejnie, lecz prawdą jest że czułam iż ta decyzja po prostu będzie zła. Miałam oczywiście swoje pobudki takiego działania… ale efekt jest taki, że minęło kilkanaście miesięcy, a ja nie czuję się lepiej ani o jotę. Brakuje mi Krakowa i samodzielnego mieszkania jak powietrza, a na dodatek nie mogę znaleźć tutaj pracy. A zmiana decyzji też w tym momencie nie jest już możliwa z różnych względów.
    Będę trzymać za Ciebie kciuki, mam nadzieję że jakoś to przetrwasz. Może nie powinnam tego wpisu utrzymać w takim tonie, ale nawet przez internet nie potrafię robić dobrej miny do złej gry.
    Jeszcze raz życzę Ci powodzenia!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s