Steam Garden 9 (1/08/2015, Tokio)

Jest takie miejsce w Tokio, gdzie dwa razy w roku można się przenieść w alternatywny świat. Gdzie zamiast elektroniki, mikrochipów i półprzewodników  króluje silnik parowy i magia. Chociaż za każdym razem zmienia ono swoją lokalizację, wtajemniczeni będą wiedzieli, gdzie należy się udać. A na wszystkich, którzy je znajdą, czeka taniec, fajki wodne, piwo oraz – przede wszystkim – niesamowity klimat.

Steam Garden. Zapamiętajcie tę nazwę.

O poprzedniej edycji, w której brałam udział jako totalnie nieopierzony nowicjusz, można poczytać tutaj: klik! Polecam też filmik wypuszczony przez grupę Rescue The Princess: klik!

A jak było tym razem?

Jak widać, Kenny Creation i Luke Chaos postanowili wybrać się w dużo bardziej egzotyczne rejony. Bardzo odpowiadało to iście piekielnej aurze na zewnątrz, a poza tym pozwoliło mi nieco na zabawę ze strojem. Tym razem wiedziałam czego się spodziewać, i postawiłam głównie na swobodę ruchów. Wiedziałam, że to się przyda do szalenia na parkiecie.

Myślałam, że tak, jak na poprzedniej edycji, moja integracja z tłumem będzie dość ograniczona. Tymczasem, tuż po stanięciu w kolejce wdałam si w rozmowie z dziewczynami stojącymi przede mną. Chociaż określenie „dziewczyny” nie do końca przystaje do rzeczywistości. Nie wiem, ile lat ma urocza Tenten-chan z Hongkongu, ale jej znajoma Ori, jak się okazało, ma ich 38. Co do Keiko, nauczycielki angielskiego w liceum, zapytała się mnie, ile lat ma moja mama, a potem przyznała, ze jest „w zbliżonym wieku”.

Ale najważniejszy jest wiek ducha, nie wiek ciała. Pod tym względem wszystkie mogłyśmy się uznać za młode. Swoja drogą, czy możecie sobie wyobrazić, żeby w Polsce kobiety 40-50 letnie przychodziły na konwent w pełnym stroju? Mi się wydaje, ze jeszcze trochę do tego brakuje.

Od lewej: Ori, Tenten-chan, ja i Keiko.

Dla reszty grupy był to pierwszy raz na tej imprezie, i dlatego przez długi czas po prostu kontemplowały różnorodność strojów. nie obyło się też bez olbrzymiej ilości zdjęć, do których często byłam wręcz zaciągana. Nie opierałam się zbytnio, bo w końcu pamiątka to pamiątka. W końcu jednak uznałam, ze czas się odłączyć i zrobić to, po co przyjechałam: zedrzeć sobie stopy w tańcu.

Muzyka na Steam Gardenie nadaje się do tańczenia, jak żadna inna. Motywy szkocko-pirackie, coś, co nazwałabym cyberpunkowym dubstepem (przypominającym nieco klimat Animatrix), beaty z lat 20 i 20 XX wieku – to są dźwięki przy których po prostu nie sposób usiedzieć w miejscu. Po godzinie myślałam, że padnę i umrę ze zmęczenia na miejscu, a muzyka nie przestawała grac i na umieranie zwyczajnie nie było czasu. Totalny odlot. Wielu uczestnikom zbyt wymyślne stroje nie pozwalały na tańce i mogli się jedynie patrzeć na grupę imprezująca z lekka nutką zazdrości.

Dobrze, że były przewidziane przerwy na występy, bo inaczej wszyscy tańczący by chyba umarli. Na tej edycji zebrani mogli podziwiać tancerki brzucha, taniec na rurze oraz egipską magiczkę. Pasowało to do egipsko-arabskiego klimatu imprezy i wyglądało zacnie. Chyba jednak lepiej wspominam przesycone japońskim duchem występy z poprzedniej edycji, ale to jest czysto personalna opinia pt. „wolę ryż niż kuskus”.

Nie wiem, jak wyglądał mój taniec patrząc z boku, i coś mi się wydaje, ze lepiej nie wiedzieć. Ale bardzo miło zaskoczył mnie fakt, ze całkiem sporo osób mnie komplementowało, dzięki czemu w chwilach odpoczynku mogłam nawiązać sporo konwersacji. Część osób, tak jak Amber i Shu, pamiętała mnie z poprzedniej edycji. Z częścią, np. z Mio, rozmawiałam po raz pierwszy, co zresztą w niczym nie przeszkadzało. Najbardziej jednak rozwalił – i ucieszył – mnie komplement od Kenny’ego, jednego z organizatorów. Trochę miałam wrażenie, jakby zagadał do mnie bohater fajnej książki. ^_^”

20150801_201818

Powrót podróżników w czasie do domu…

Cóż mogę rzec więcej? Wszyscy uczestnicy imprezy: zorganizatorzy, artyści, DJe i zwykli użytkownicy, zdołali przenieść klub w inny wymiar czasowy. Jest to coś, do czego powinna dążyć każda impreza takiego typu (a nie każdej się to udaje). Jeśli lubicie wiktoriańskie klimaty, albo po prostu chcecie yo zobaczyć na własne oczy, to bardzo polecam. Co prawda wejściówka mega droga, wracając udało mi się przeziębić (wyjście w przepoconej koszuli z klimatyzowanego powietrza na upał – brawo ja… chodzenie po rozpalonej Ginzie następnego dnia tez pewnie nie pomogło) i ledwo mogłam chodzić przez następny tydzień, ale uważam, że było warto.

Szkoda tylko, że wszystkim pytającym się, czy będę na następnej edycji, musiałam odpowiedzieć „raczej nie, bo wracam do kraju”.

Linki zewnętrzne:

Jedna myśl w temacie “Steam Garden 9 (1/08/2015, Tokio)

  1. Ari pisze:

    …zawsze myślałam, że przeziębianie się w upale działa tak, że wychodzisz z upału DO klimatyzowanego miejsca, a jesteś spocona, więc jest Ci zimno… xD chyba tylko Ty umiesz się przeZIĘBIĆ wychodząc NA UPAŁ :O

    Imprezy zazdroszczę, może steampunk to nie do końca coś, czym się jaram, ale przebierane/klimatyczne imprezy jako takie już totalnie *.*

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s