drobiazgi wszelakie vol. 8

Dlaczego z każdym miesiącem moje życie w Japonii, mimo że teoretycznie pozbawione wszelkich wydarzeń, wydaje się coraz bardziej intensywne? Jest tyle rzeczy, które zaprzątają moją uwagę, przez większość czasu po prostu płynę z prądem. I dopiero teraz mam chociaż chwilkę, by się zatrzymać i spróbować je uchwycić.

Kocham tak frunąc z wiatrem wydarzeń. Dzikie życie, które zaskakuje, nie pozwala zasnąć ani się znudzić. Ale czasem, nawet na chwilę, trzeba się zatrzymać i odpocząć.

~~~~

Na szczęście ten tydzień idealnie pozwala właśnie na takie zatrzymanie. Jest to tydzień, w którym odbywa się większość festiwali Obon*. W związku z tym większość Japończyków wraca na swoje rodzinne wioski, gdziekolwiek te wioski są, a sklepy i inne instytucje zamykają swoje podwoje. Dosłownie i w przenośni można to nazwać Tygodniem Śmierci.

*Obon, to japońskie Święto Zmarłych. Tylko w przeciwieństwie do naszego święta, nie obchodzi się go jednego dnia. W większości miejsc wypada ono gdzieś pomiędzy 13 a 16 sierpnia. O sposobach obchodzenia można co nieco poczytać na Wikipedii: klik!

~~~~

Obon, to również czas festiwali, zarówno tych dużych i słynnych, jak i takich zupełnie malutkich. W piątek postanowiliśmy wybrać się ze znajomymi na taki malutki, zorganizowany przez zarząd tutejszych rezydencji JST. Odbywał sie on na podwórku jednej z rezydencji w Tsukubie i był…uroczy. Stoiska z jedzeniem, występy taiko, muzyczne i taneczne, latarnie. Tak jak każdy porządny lokalny festiwal. Tylko, że w miniaturce. A na końcu wszyscy tańczyli Bon Odori wokół wielkiego drzewa.

~~~~

Inną z letnich tradycji w Japonii są festiwale fajerwerków. jest ich pełno, wszędzie. Ja wybrałam sie na te nad Zatoką Tokijską. Motywowały mnie nie tylko same fajerwerki. ale też możliwość spotkania się z Anną, doktorantką tokijskiego ASP, która jakoś znalazła mnie w czeluściach Internetu i od tej pory utrzymujemy kontakt.

Ani na jednym ani na drugim się nie zawiodłam 😀

Blog Anny, jeśli jesteście zainteresowani kolejnym spojrzeniem na Japonię: http://bzioo.blogspot.jp/

~~~~

Powiem szczerze, że jak czytam na fejsie narzekania Polaków na upały, to mam ochotę się trochę śmiać.
Głównie dlatego, że ostatnie trzy tygodnie w Japonii, to było piekło.
Są różne sposoby na przetrwanie tego okresu. Wachlarze, klima, wiatraki, ręczniki do ocierania potu, to wszystko jest dość oczywiste. Ok, może na ręcznik bym sama nie wpadła, ale jak sama poczułam, jak mój organizm zaczyna się tu pocić, to od razu załapałam.
Ale chyba tylko w Azji można było wpaść na pomysł fūrinu.
Fūrin, to koncept zaszczepiony w Japonii przez Chińczyków. Są to dzwonki wiatrowe. Szklana bańka, szklany kijeczek na sznurku, do którego uczepiony jest pasek papieru. Papier „łapie” wiatr i sprawia, że szkło zaczyna dzwonić o szkło.
Japończycy wywieszają te dzwonki latem, gdyż ich dźwięk ma przywoływać orzeźwienie. A także odganiać przed demonami, ale nie to jest najważniejsze.
Brzmi nieco szalenie, ale faktycznie, dźwięk fūrinu jest całkiem kojący. Osobiście lubię.

Moje fūriny. Ważne pamiątki.

Sama mam dwa fūriny. Jeden, to pamiątka z festiwalu w Ginzie, o którym pisałam ostatnio. A drugi…dostałam go w czerwcu od Electric Lady Land. W ramach angażowania się w działalność klubu spędziłam dwie godziny w Photoshopie klejąc ulotkę zespołu. Pierwszy projekt uznałam za przegięty, więc zrobiłam drugi… A potem, nie mogąc się zdecydować, wysłałam do akceptacji oba. Przyjęty został ten pierwszy, ku mojemu lekkiemu zdziwieniu. Ale najwyraźniej mieli wyczucie, skoro po zakończeniu całego sprzątania nagle ogłoszono, ze cover band Recchili oficjalnie wygrał konkurs na najlepszą ulotkę (to był w ogóle jakiś konkurs? nawet nie wiedziałam, zrobiłam to for fun!) i każdy z zespołu dostaje kawałek „dźapaniizu karuciaa”**.

**Japanese culture przefiltrowane przez japońska wymowę.

Takich rzeczy się nie wyrzuca. Nie wiem jeszcze, jak je przewiozę do Polski, ale przewiozę.

Wspomniana wyżej ulotka, wersja numer 2. Ta pierwsza, która zgarnęła nagrodę, była w podobnym stylu…tylko że wykorzystałam zdjęcie RHCP występujących wyłącznie w skarpetkach na genitaliach.

~~~~

Tak jeszcze a propos klubów.
Niedawno odbyła się impreza wszystkich pięciu klubów muzyczno-zespołowych w Tsukubie.
Jak to zwykle na imprezach klubowych***, było wesoło, głośno i pijano, a E.L.L. przodowało we wszystkich tych trzech dziedzinach.
W pewnym momencie jednak nawet mój próg wytrzymałości został przekroczony (nie byłam przygotowana do tego, ze wiceszef nagle zacznie się rozbierać) i postanowiłam przenieść się w nieco cichszy zakątek. I tak natknęłam się na szefa i kupla szefa klubu Chikuon. Czyli najbardziej metalowy ze wszystkich zgromadzonych.
Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

Oni: Doko kara kita no? Skąd przyjechałaś?
Ja: Pōrando kara. Z Polski
Oni: Pōrando?! Sugoi! Biihiimozu ga shitteru no? Z Polski? Ale czad! Znasz Behemotha****?
Ja: Mochiron shitteruyo! Pōrando de minna ga shitteru, sono bando. Pewnie, ze znam, wszyscy w Polsce znają.
Oni: Sugeeeee… Supeeeeer….

Potem kumpel szefa, Ōtsuka-kun, zagaił entuzjastycznie:

Ōtsuka: Soshite, Arucesuto mo shitteru ne? Meikan de yonda. Alcest**** tez znasz, nie? Czytałem w waszej klubowej ksiedze członków
Ja: Shitteru yo. Ii bando desune. Znam, znam, dobry zespół.
Ōtsuka i szef: Uoooo! Sugeeeee! Wooow, czad!

Mówiąc krótko, och ach jestem zajebista, bo słucham metalu 😀 w Chikuonie, z tego, co zauważyłam, za dużo dziewczyn nie ma, więc faktycznie, to chyba jest tutaj rzadkością wśród płci stereotypowo piękniejszej.

To jednak nie jest powodem, żeby potem na after party pchać mi swoja głowę na kolana, jak się na chwile wyciągnęłam na trawie! Zwłaszcza, że Ōtsuka sam mówił, że ma dziewczynę w Kanadzie!

Janusze podrywu kontratakują!

I serio, co oni mają z ta głową na kolanach? Nawet można specjalne poduszki w kształcie damskich kolan zakupić. Nie ma co, ciekawy fetysz.

***Potwierdzone przez Mateję: imprezy w gronie grup zajęciowych nawet z dużym dodatkiem alkoholu nie przestają być oficjalne. Kluby to chyba jedyny moment, gdzie japońscy studenci radośnie olewają cała hierarchie i po prostu się wyżywają (często to się kończy stratami materialnymi, np. rozwaloną ścianka w knajpie i stłuczonym szkłem. Ale nigdy przypadkowym seksem, to jest granica, której nic nie ruszy. Za to pocałunki damsko-damskie i męsko-męskie? Owszem, bywało i tak). I nikogo to nie dziwi ani nie gorszy.

****Zwracam uwagę na różnice między oficjalna nazwą a japońską wymową. Alcest, to bardzo fajny projekt blackmetalowy z Francji. A jeśli nie wiecie, czym jest Behemoth…na pewno mieszkacie w Polsce? 😉

~~~~

I tym oto akcentem kończę dzisiejszą serię drobiazgów. Do szybkiego przeczytania :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s